Tydzień temu wracaliśmy z województwa świętokrzyskiego na "nasz" Śląsk. Spędziliśmy cztery dni na polskiej wsi - mieścinkach schowanych między polami i laskami i nieco większych wsiach, do których prowadziła niedawno wyremontowana droga.
Polska wieś jest specyficzna, a typowe chatki czy domki tym bardziej. Może z racji wykształcenia (kulturoznawstwo), może z uwagi na odwieczne (?) zamiłowanie do tego, co naznaczone patyną, kojarzące mi się z przeszłością (jako dziecko uwielbiałam spacerować po skansenach i żałowałam, że żyjemy w obecnych czasach), z zauroczeniem przyglądałam się drewnianym stropom, podwójnym drzwiom, zabytkowemu (jak mniemam) przedstawieniu Najświętszej Panienki umieszczonym na ścianie w pochyleniu - by patrzyła na modlącego się mieszkańca...
A potem, nieco z przypadku, zrobiłam kilka zdjęć, które - w zaprezentowanej poniżej trójcy - utworzyły fotograficzny cykl "pod Twoją obronę". (I sprawiły, że rozochociłam się i zapragnęłam tworzyć więcej reportaży tego rodzaju...)
Córka odłożona na moment, bym mogła sięgnąć po plecak i zmienić jej pieluszkę... Synek trwający jeszcze we śnie; od czasu do czasu przekręcający się z boku na bok, nieświadomie (bo we śnie) poprawiający sobie śpiące pod jego pachą pluszaki... Mąż przecinający pustą przestrzeń między dwoma skrzydłami... Wszystkie te kadry łączy symbol; umieszczony wysoko, tuż pod sufitem, jako znak i zabezpieczenie. Jako modlitwa.